jest
niedziela, 20 grudnia 2009
Przy wigilijnym stole,
środa, 22 kwietnia 2009
... czyli Narodowy Test z Języka Polskiego. Hmmm... zrobiłam i początkowo się podłamałam, bo uważam się za osobę, która mówi poprawną polszczyzną, a tu 70%. Dziś jednak pocieszyła mnie koleżanka, która jest polonistką i zawodowo ma do czynienia z językiem polskim - jej wynik 72,5%, więc chyba moje 70 , to jeszcze nie tak źle :))
wtorek, 21 kwietnia 2009
... jak zwykle jestem mało kreatywna i nie mam pomysłu na tytuł. Wyjazd sie zbliża, a mnie dopadło zapalenie zatok. Wrrr... Siedzę w domu i się kuruję. Trochę chyba, to zasługa piątkowego koncertu. Trzy godziny w niemiłosiernie zimnym kościele. Ale warto było.
wtorek, 14 kwietnia 2009
Miała być, ale jakoś nie wychodzi. Człek odwykł zupełnie od blogowania, aczas pędzi jak szalony. może się uda??? Święta bez rewelacji, spędzone u rodziny męża. Dziś korzystając z dnia wolnego pojechałąm po bilety i w piątek wybieram się na koncert: Uwielbiam takie klimaty, a wystąpią: Przemysław GintrowskiAntonina Krzysztoń Patrycja Volny-Kaczmarska Mirosław Hrynkiewicz Tolek Muracki Mirosław Czyżykiewicz Andrzej Garczarek Eliza Banasik Łukasz Majewski Jacek Kleyff Kwartet ProForma na pewno będzie super. A, zapomniałam, zakupiłam książkę Allena - GTD, powoli czytam i póki co, mentalnie przygotowuję się na rewolucję w moim życiu...
środa, 25 marca 2009
Dziś ponoć już 4 dzień wiosny, a nie wygląda. W nocy sypnęło sniegiem i to porządnie. Takiego sniegu nie widzielismy tu zimą. Efekt - paraliż komunikacyjny. Stałam w korku 2 h i wrócilam do domu. Niw było sensu dalej jechać. Eh, zima jak zwykle zaskoczyla drogowców. Za to krajobraz był bajkowy, takiej zimy, to życzyłabym sobie na Boże Narodzenie, a nie w marcu. Cóz przymusowy urlop, może to i dobrze, będę miała chwilę na ogarnięcie w domu i ugotowanie porządnego obiadu....
Tak wyglądało moje osiedle jeszcze o 9.00 rano:
piątek, 20 marca 2009
Hmmm, coraz bardziej ciągnie mnie, żeby znowu zacząć pisać, ale jeszcze nie wiem, czy to nie słomiany zapał. Póki co, melduję, że wzorem Flo, idę na następne studia. tym razem grafika i multimedia. nie wiem skąd wezmę na nie czas, ale 13 zjazdów, to w sumie nie tak dużo. Może się uda...
poniedziałek, 10 marca 2008
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Wszystkim moim bloxowym przyjaciołom, z przeprosinami, że być może nie do wszystkich dotarły świateczne maile, bo kartki tradycyjne nie dotarły na pewno (leżą sobie na półeczce i czekają na następny rok) życzę: radosnych, ciepłych, rodzinnych Świąt. siedząca jeszcze w pracy n-alle
środa, 07 listopada 2007
Za oknem szaro, ponuro, siąpi deszcz... W pracy, też jakoś tak nijako, marazm. Głowę mi rozsadza - migrena? (migreny, to maja damy, a ja damą przecież nie jestem;-)) Dzień ciężki, bo długi, po pracy czeka mnie jeszcze wywiadówka, wiec do domu wrócę pewnie ok. 19.00, a tak mi się teraz marzy ciepłe łóżeczko i dobra książka. Ale właściwie nie o tym miałam pisać. Jest taki portal nasza-klasa.pl , w którym rejestrują się ludzie z całej Polski, można wpisać się do szkoły, do której się chodziło, odnaleźć dawnych znajomych, przyjaciół. I wiecie co?, zdarzyła się rzecz niesamowita. Odnalazła mnie tam koleżanka, którą poznałam na obozie, chyba po II klasie LO, potem przez kilka lat pisałyśmy tasiemcowe listy do siebie, ale kontakt się urwał kiedy zaczęłam studiować. Ona wyjechała do Niemiec i przez ok. 20 lat nie było żadnych wieści od niej. I teraz mnie znalazła. Poza tym znalazłam tam swoją ogólniakową miłość:), hehehe, i jeszcze kilka osób, które widziałam ostatnio chyba po maturze. Wspomnienia zamieszczone na tamtejszym forum zmobilizowały mnie do znalezienia pamiętnika z drugiej klasy liceum. ło matko, cóż ja tam wypisywałam, całe moje życie kręciło się wokół jednego tematu - "Grzesiek", zobaczę go w weekend, czy nie, przyjedzie z Gdańska, czy nie przyjedzie. Muszę dodać, że wtedy nie znałam go osobiście, była to tylko wielka, niespełniona, wyimaginowana miłość, o której on zresztą wiedział. Snułam się więc w weekendy gdzieś w okolicach jego bloku, chodziłam na wszelkie szkolne imprezy organizowane w harcówce, bo tam zdarzało mu się bywać. Ech, miałam wtedy niespełna 16 lat i zielono w głowie, a mimo wszystko muszę stwierdzić, że gdyby nie owa "wielka miłość", to być może wcale nie wylądowałabym na Politechnice Gdańskiej, być może nie poznałabym w związku z tym obecnego mojego męża, być może mieszkałabym nadal w Słupsku. I tak sobie ostatnio wspominam i chyba troszkę mi żal tamtych "szczawięcych" lat... PS. Dziękuję wszystkim, którzy mnie tu odwiedzają , a w szczególności "czarownicom", które nawet slady po sobie zostawiają ;-)
piątek, 12 października 2007
Blog, jak widać, umarł śmiercią naturalną. Trudno mi w jednym krótkim wpisie opisać kilka miesięcy mojego zycia. Tak więc w skrócie:
I to by w skrócie było na tyle. Wybaczcie, że nie piszę, ale proszę zrozumcie i nie zamykajcie przede mną drzwi...
Wasza padająca na pyszczek (nawet red bull nie pomaga) n-alle |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fotograficznie
Pożeracze mojego czasu:
Zagladam:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||